Crocodile story – Rudi Schuberth









Sesja na potrzeby akcji organizowanej przez Vitalia.pl.









Sesja na potrzeby akcji organizowanej przez Vitalia.pl.
Żal mi młodych par, którym fotograf oddał zdjęcia ze ślubu wyłącznie w wersji “extreme special effects”. “Cenka opada” tylko przez pierwsze 30 sekund. Potem pojawia się niesmak. A po latach żal, że nie wiem “jaki naprawdę kolor miała suknia mojej żony”.
Obserwując zmiany w stylu zdjęć wybitnych fotografów w Stanach dostrzegam, że modne staje się fotografowanie realistyczne. Kolory mają być naturalne, modyfikacje w Photoshop minimalne. Siłą zdjęcia ma być kompozycja stworzona przez fotografa. Czyli taki wybór miejsca, kadru, godziny, światła, aby uzyskać “wspaniałe zdjęcie”. Mam nadzieję, że ta moda szybko przyjdzie do Polski. Poniżej przykład zdjęcia “bez poprawiania” w Photoshopie.
Przetestowałem internetową drukarnię profesjonalnych fotoksiążek. Treść recenzji na stronie http://www.dg.art.pl/blurb/
Spotkane na ulicy w Agrze.

Mieliśmy okazję spotkać kobietę, która żyła w zakazanym mieście za panowania ostatniego cesarza. Każdy cesarz oficjalnie miał prawo posiadać trzy żony, sześć kochanek (tzw. “ulubionych kobiet”) i 72 konkubiny. Jednak w praktyce niektórzy w haremach posiadali nawet 300 kobiet.
Jednym z dziwnych kanonów piękna było tzw. “krępowanie stóp” kobietom. Chodziło o powstrzymanie procesu rośnięcia stopy. Rozpoczynano je pomiędzy czwartym a siódmym rokiem życia. Zaciskano dookoła stopy bandaż wpychając cztery małe palce pod podeszwę stopy. Sprawiało to, że stopa stawała się węższa i jednocześnie krótsza. Bandaż był codziennie zaciskany a dziewczynie stopniowo zakładano coraz to mniejsze buty.
Wiązanie stóp miało na służyć ich zmniejszeniu, a także… pełnemu oddaniu się kobiety dla mężczyzny. Zdeformowane kończyny utrudniały kobietom poruszanie się. Były one zdane na opiekę mężów.

Zwyczaj wiązania stóp został zakazany dopiero w 1945 roku po przejęciu władzy przez komunistów
Pierwsza myśl po wyjściu z samolotu “chyba awaryjnie wylądowaliśmy w Japonii”. Pekin to bardzo nowoczesne miasto. Zawdzięcza to w dużej mierze olimpiadzie z 2008 roku. Pieniądze na modernizację stolicy płynęły z całego kraju.
Z czym kojarzy mi się to miasto? Wysokie budynki mieszkalne, szerokie arterie drogowe i zadbana zieleń.
Ciekawostka: w Pekinie jest tak dużo samochodów, że władze musiały wprowadzić ograniczenia. W zależności od numerów rejestracyjnych można danym pojazdem poruszać się tylko w wybrane dni. Bez ograniczeń z auta mogą korzystać tylko osoby uprzywilejowane.

To zdjęcie pokazuje reprezentatywny dla całego Pekinu widok.

Specjalny pas dla autobusów do standard.

Nad utrzymaniem zieleni w samej tylko stolicy pracuje kilkadziesiąt tysięcy osób. Jak widać praca ręczna jest tańsza od maszynowej.
Na teren dworca kolejowego można wejść tylko z biletem. Potem oczekiwanie w hali. Na peron można się udać najwcześniej 15-20 minut przed odjazdem pociągu. Przypomina to odprawę samolotową. Wywołuje się pasażerów danego pociągu na przykład do “bramy nr 5″ i kontroluje. Dworce są olbrzymie, a perony wielopoziomowe.




W pociągach warunki są bardzo dobre. O wiele lepsze niż w Polsce. W kuszetkach drugiej klasy każdy przy łóżku ma swój telewizor lcd(!). Łazienki są bardzo czyste i duże. Każdy wagon posiada jednego pracownika obsługi, który przygotowuje pasażerom wrzątek do herbaty, dba o czystość oraz budzi przed przyjazdem do docelowej stacji. Wagony pierwszej klasy posiadają przedziały jak małe pokoje hotelowe. Każdy z własną łazienką.

Po lewej przedział 2 klasy, po prawej kuszetka najniższej trzeciej klasy...
Nóżki kurze, głowy kurze, kiełbasy z podrobów, zgniłe jaja to przykłady popularnego w Chinach lokalnego ulicznego jedzenia. Do mniej ekstremalnych należą pierożki z nadzieniem mięsnym lub warzywnym i zupki “chińskie” (inne niż sprzedawane w Polsce zupki wietnamskie – zawierają mięso i są większe). Chińczycy coraz częściej wybierają “zachodni fast food” (KFC, McDonalds).

Ten Pan chyba myślał, że wpycham się do kolejki
Fakty o jedzeniu w Chińskich restauracjach:
1. Jest bardzo tanie.
Obiad w dobrej restauracji składający się z 3-5 dań z napojami to koszt ok 50 yuanów (25 zł). Takim zestawem najedzą się do syta 4 osoby.
2. Nikt nie mówi po angielsku.
W tym języku można porozumiewać się jedynie w hotelach lub lepszych knajpach w Pekinie. Lokale dla “tubylców” i poza Pekinem – nie licz, że zostaniesz zrozumiany.
3. To rosyjska ruletka – nie wiadomo co dostaniesz.
Chińczycy jedzą praktycznie każdą część ciała zwierzęcia. W restauracjach co prawda menu zawiera często zdjęcia potraw, ale na ich podstawie nie da się stwierdzić co to za fragment i rodzaj mięsa. Najlepiej pofatygować się do stołów innych chińczyków i wyszukać potraw wyglądających jadalnie. Aby zminimalizować ryzyko warto zamówić 2 razy więcej różnych dań niż jesteśmy w stanie zjeść. Jest tanie. A do zjedzenia tego co nam zostanie będziemy mogli zachęcić innych gości, co dodatkowo przysporzy nam nowe znajomości.
4. Nie daje się napiwków.
Nasze próby wprowadzenia zwyczaju dawania napiwków napotkały na opór. Kelnerka goniła nas przez pół ulicy, aby oddać pieniądze, które “zostawiliśmy” na stole… :)
5. Dobry zwyczaj – nie zjedz wszystkiego.
Na talerzu należy zostawić trochę jedzenia. To znak dla gospodarza, że dobrze nas nakarmił (“jesteśmy syci – więcej nie zmieścimy w brzuchu”). Pusty talerz to zniewaga. Pobrudzenie obrusów to także oczekiwany element savoir vivre.
6. Ucz się posługiwania pałeczkami.
Sztućce dostać można tylko w nielicznych lokalach. Bez umiejętności posługiwania się pałeczkami umrzesz z głodu… ;-)
7. Kelnerki to często dzieci.
Najmłodsze jakie spotkaliśmy miały nie więcej niż 12 lat.

Obrazki w menu wcale nie pomagają w wyborze...

Chicken to słowo kompletnie nie zrozumiałe. Pomoc obrazkowa.

Jedna z najlepszych potraw jakie jadłem. Pasta z papryczek marynowana w gęstym sosie mięsno-sojowym

Kelnerki angielskiego nie znają, ale są chętne do pomocy

Marynowany chrzan oraz jakieś mięsko

Pierożki wypełnione surowym mięsem, gotowane na parze. Pycha.

Na stole wypada (wręcz należy!) zostawić bałagan